Aktywność – po prostu warto!

Rozmowa z Urszulą Kielan i Genowefą Patlą

Przed miesiącem brały panie udział w Mistrzostwach Polski w Lekkiej Atletyce Masters. Czy wciąż odczuwają panie potrzebę sportowej rywalizacji?

Urszula Kielan: To jest sens mojego życia! Wiele lat spędziłam na stadionie, więc moje obecne starty są przedłużeniem dawnej aktywności, wynikają po prostu z pasji. Kocham sport i nie rezygnuję z niego, skoro jestem w stanie występować. Po zakończeniu kariery nadszedł moment, gdy nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Czegoś mi brakowało, organizm domagał się aktywności. A gdy ćwiczę, jestem zadowolona. Czuję się dużo lepiej, odkąd przed 2 laty wznowiłam treningi. Czuję się młodsza, aktywniejsza, spotykam też fascynujących ludzi.

Warto być aktywnym, dlatego się dziwię, że w zawodach startuje tak mało dawnych zawodniczek. Moim obecnym celem jest pobicie rekordu świata w masters, czy to w tej, czy w następnej kategorii wiekowej. To cel, który motywuje mnie do ćwiczeń, do aktywnego spędzania czasu, oczywiście w miarę możliwości. Jeżeli czuję się trochę słabiej, to odpuszczam sobie 2–3 dni, a potem znowu z chęcią idę na trening. Gdy pobiję rekord świata, wymyślę sobie inny cel. (więcej…)

Sport mnie odmładza

Rozmowa z Krzysztofem Włosikiem

Czy łucznictwo to wymagający sport?

Aby oddać dobry strzał, trzeba odpowiednio ułożyć ciało, uspokoić oddech, skoncentrować się. Naciąganie łuku sprawia, że czuć napięcie w mięśniach, a moment zwolnienia cięciwy wyzwala niesamowite uczucie. Widzimy, jak strzała wychodzi z łuku, nabiera prędkości i wpada blisko koloru żółtego. To wspaniałe uczucie! Na początku przygody z łucznictwem to uczucie jest najsilniejsze, dobrze je pamiętam.

Ci, którzy strzelają po raz pierwszy, sami przyznają: „Jaki to piękny sport! Nie wiedziałem, że strzelając, można się tak zrelaksować”. (więcej…)

Nie czuję się starszą panią

Rozmowa z Grażyną Seweryn

Jak na koszykarkę była pani dość niskiego wzrostu. Czy to nie stanowiło problemu w trakcie gry?

Nie, nigdy. Mam 171 centymetrów. Były zawodniczki dużo niższe ode mnie. Grałam na pozycji rozgrywającej, a w tym wypadku wzrost nie ma takiego znaczenia. Między mną a innymi koszykarkami nie było więc dużych różnic wzrostu. Tylko świętej pamięci Gosia Dydek miała ponad 2 metry. (więcej…)

Sport uczy wytrwałości

Wywiad z Agnieszką Czopek-Sadowską

Swój olimpijski medal zdobyła pani w wieku zaledwie 16 lat. Dziś sama trenuje pani młodzież.

Tak. Lubię tę pracę i bardzo mnie cieszą postępy u dzieci. Chodzi mi nie tyle o wyniki, ile o technikę pływania – bo wynik jest wypadkową coraz lepszej techniki. Tłumaczę to również dzieciom: „Jeśli opanujesz technikę i będziesz nad nią stale pracował, to przyjdą lepsze wyniki”. Dlatego nie wywieram presji na dzieci, tylko skupiam się na tym, żeby jak najlepiej pływały. (więcej…)

Odpowiedzialność i współpraca

Rozmowa z Krystyną Ostromęcką-Guryn

Pochodzi pani z profesorskiej rodziny, uchodziła pani za zdolną studentkę. Czy rodzice nie byli zakłopotani tym, że wybrała pani karierę sportową?

Rodzice patrzyli na to z umiarkowaną aprobatą. Mama raz w życiu była na meczu, ojciec nigdy ich nie oglądał. Oboje uważali jednak, że to mój wybór, grunt, by robić to, co się wybrało, systematycznie. Skoro człowiek w coś się zaangażował, powinien to skończyć. Dopóki więc siatkówka nie kolidowała z nauką, rodzice nie mieli żadnych zastrzeżeń. Oczywiście śledzili moje sukcesy. W czasie olimpiady mama oglądała mecze, zbierała wycinki z gazet. (więcej…)

Upór i pracowitość przydają się w sporcie

Rozmowa z Antonim Zajkowskim

Czy pański pseudonim „Zając” pochodzi tylko od nazwiska, czy mówi coś o pańskim charakterze?

Myślę, że wziął się jedynie od nazwiska. Już w szkole podstawowej koledzy przezywali mnie „Zając”. Później tak zostało.

Jak to się stało, że zainteresował się pan judo?

Uczyłem się w technikum mechanicznym w Białymstoku. Mieszkałem w internacie. Wielu kolegów chodziło na judo, więc poszedłem z nimi z ciekawości. To był sport bardzo tajemniczy w tamtych czasach, dość egzotyczny. Chciałem zobaczyć, jak to wygląda. Okazało się, że mam talent. (więcej…)

Ćwiczę codziennie!

Rozmowa z Barbarą Ślizowską

Pani dzieciństwo przypadło na czas szczególnie trudny dla Polski. Miała pani 4 lata, kiedy wybuchła wojna. Jak wspomina pani pierwsze lata swojego życia?

Mam bardzo dużo wspomnień z ’39 r., choć nie pamiętam nic sprzed 4. r.ż. Kiedyś opowiedziałam swoim rodzicom, co pamiętam z tego czasu, i byli zdziwieni, jak dużo wiem. W każdym razie gdy wybuchła wojna, mieszkaliśmy w Warszawie. Ojciec był inżynierem i dostał tam pracę. Zaledwie po rocznym pobycie w Warszawie przenieśliśmy się do Gdyni, która szybko zaczęła się wtedy rozbudowywać. Nie byliśmy tam długo, bo tatę wezwano do budowy obiektu na placu Trzech Krzyży.

Dostaliśmy bardzo ładne mieszkanie, na rogu ulic Prusa i Konopnickiej, naprzeciwko Teatru IMKA, obok był Instytut Głuchoniemych, który zachował się do dziś. Mieszkaliśmy tam do wybuchu powstania. (więcej…)

Czuję się zobowiązany promować sport

Rozmowa z Marianem Sypniewskim

Podobno szermierka to dyscyplina z pogranicza sportu i sztuki. Czy zawodnicy odbierają ją w taki sposób?

W moim przypadku tak nie było. Od chwili gdy pierwszy raz, w wieku 12 lat, przyszedłem na trening, fascynowała mnie rywalizacja.

Ale rywalizacja to część każdej dyscypliny sportowej. Czym zatem ujęła pana szermierka?

To jest walka o to, kto kogo oszuka. Aby trafić przeciwnika, trzeba go oszukać, np. zrobić zwód: udaję, że chcę trafić rywala wprost, on paruje cios, a ja go wymijam. To walka psychologiczna, ale nie odbierałbym jej w kategoriach sztuki, bo w większości przypadków wszystko dzieje się automatycznie, w ułamku sekundy. W trakcie pojedynku zawodnik nie zastanawia się, w jaki sposób trafi przeciwnika. Wyciąga się rękę i w zależności od reakcji rywala trzeba wykonać kolejny ruch: albo wyminąć, albo uniknąć zasłony itd. (więcej…)

„Orły Górskiego” wciąż grają

Rozmowa z Lesławem Ćmikiewiczem

Skończył pan niedawno 70 lat, ale nadal rozgrywa pan mecze?

Tak. Jestem prezesem stowarzyszenia im. Kazimierza Górskiego i jako stowarzyszenie otrzymujemy zaproszenia od różnych osób, a przy okazji tych spotkań rozgrywamy też mecze. Najbliższy mecz będziemy mieli 2 września w Zelowie. Ludzie ciągle chcą nas, „Orłów Górskiego”, oglądać. To motywuje, żeby dbać o formę.

Pamiętam, jak niedawno rozgrywaliśmy mecz w jakimś niedużym miasteczku. Wystawili młodych, bo w naszym wieku ludzie już nie grają w piłę. Mecz był zacięty, wynik 1:1. W końcu Janek Domarski strzela bramkę. Idę do spikera, mówię: „Powiedz pan, że bramkę strzelił Janek Domarski. On ma 70 lat!”. Facet na mnie patrzy, myśli, że żartuję. (więcej…)

Sport ciągle motywuje mnie do działania

Rozmowa z prof. Andrzejem Łędzkim

Z jednej strony był pan bardzo mocno zaangażowany w koszykówkę – na poziomie zawodowym, klubowym, ale i reprezentacyjnym. Z drugiej strony jest pan emerytowanym profesorem Akademii Górniczo-Hutniczej. Jako młody człowiek stanął pan przed życiową decyzją: czy zaangażować się w sport, czy studiować. Trudny to był wybór?

Sport uprawiałem od małego. Wtedy jeszcze nie myślałem, jaki zawód wybiorę. Uczyłem się w V Liceum Ogólnokształcącym w Krakowie, a w wieku 17 lat – bo zacząłem edukację o rok szybciej – zdałem egzamin na Akademię Górniczo-Hutniczą. Z koszykówką zetknąłem się w liceum, a z piłką nożną – jeszcze wcześniej. Grałem w drużynie juniorskiej Wisły. Cała nasza ulica Brzozowa na krakowskim Kazimierzu była albo za Cracovią, albo za Wisłą, ale myśmy się nie tępili, tylko lubili i grali ze sobą. (więcej…)

Trzeba się ruszać!

Rozmowa z Jerzym Rybickim

Czy wyobraża pan sobie, że pana życie mogło potoczyć się inaczej?

Z perspektywy lat wiem, że wybrałem bardzo dobrze. Boks był moją ukochaną dyscypliną, poświęciłem jej całe życie. Wiele osiągnąłem jako człowiek, ale i jako zawodnik. Myślę, że z nikim bym nie zamienił swojego życia. A kolejna moja ukochana dyscyplina to piłka nożna. (więcej…)

Sportowe wspomnienia są wciąż we mnie

Rozmowa z Aleksandrą Kaczyńską-Błoch

Jak zaczęła się pani przygoda z wioślarstwem?

Moja postura, fizjonomia i uwarunkowania genetyczne sprawiały, że zawsze byłam aktywna ruchowo. W szkole podstawowej wybierano mnie jako jedną z reprezentantek szkoły, niezależnie od dyscypliny – jeździłam nawet na łyżwach szybkich! Nie było dla mnie różnicy, w jakiej dyscyplinie mam brać udział. Bez względu więc na to, na jaką dyscyplinę ostatecznie bym się zdecydowała, i tak trenowałabym ją zawodowo. (więcej…)

Ubyło mi najwyżej 15 procent formy!

Rozmowa z Janem Brzeźnym

Niekiedy sportowcy po zakończeniu kariery zarzucają aktywność fizyczną. Ale jak widzę, pan mimo upływu lat ma świetną sylwetkę!

Dziękuję, po prostu cały czas jestem aktywny fizycznie. Dzisiaj po pracy, o szesnastej, wsiadłem na rower i rekreacyjnie przejechałem sobie 40 kilometrów. Jutro z kolei mamy rozpoczęcie sezonu kolarskiego i będę startował w kategorii VIP w wyścigu na 20 kilometrów. (więcej…)

Sport odmładza!

Rozmowa z Markiem Łbikiem

Czy sport jest nadal obecny w pana życiu?

Oczywiście, do dzisiaj pływam zawodowo na łodziach smoczych. Jeździmy na mistrzostwa świata, Europy, ścigamy się na łódkach. Jeśli tylko czas pozwala, startuję w zawodach seniorów i masters.

Musi pan przygotowywać się do nich kondycyjnie, tak jak dawniej?

Należę do pierwszej drużyny, więc muszę być przygotowany. Nikt przecież nie chce wozić zwłok w łodzi.

Wsiada pan jeszcze do kanadyjek?

Nie. Uważam, że kanadyjka nie nadaje się do rekreacji. Szkoda mi kręgosłupa. (więcej…)

Wszystkich namawiam do sportu

Rozmowa z Lechem Koziejowskim

Swoją karierę sportową rozpoczął pan nietypowo, bo w teatrze, a dokładnie w piwnicy teatralnej.

Zgadza się, w piwnicy teatru Komedia w Warszawie, na Żoliborzu. Mieściła się tam siedziba sekcji szermierczej RKS Marymont. Warunki były dość kiepskie, brakowało miejsca i jak za wysoko podniosło się floret, to klingą zamiatało się po suficie.

Jak doszło do tego, że trafił pan do tego klubu?

Miałem 12 lat i to był zupełny przypadek. Ojciec Marka Marczewskiego – mojego kolegi z ławy szkolnej – znał świętej pamięci majora Władysława Dobrowolskiego – fechmistrza, który był wtedy szefem klubu. To on namówił mnie do uprawiania szermierki. Większość mojej klasy chodziła do klubu, w pewnym momencie było nas ze 40 osób – jak na szermierkę to bardzo liczna grupa. (więcej…)

Gdy grali hymn, łzy same płynęły po policzkach

Rozmowa z Bogdanem Kramerem

Jeśli ktoś przychodzi na świat w Kiekrzu, tak jak pan, to znaczy, że musi zainteresować się żeglarstwem?

Kiekrz leży tuż nad Jeziorem Kierskim. Kluby żeglarskie powstawały tu jeszcze przed wojną, na przełomie lat 20. i 30. Od dziecka ciągnęło mnie do wody, tak jak dzieciaki w Nowym Targu ciągnie do jazdy na nartach. Początkowo pływałem z kolegami okazyjnie, na czymkolwiek, co pozwalało przemieszczać się po jeziorze.

Z łódek najbardziej interesowały mnie te regatowe. Jak przez mgłę pamiętam, że raz przepłynąłem się taką z ojcem. Zrobiło to na mnie wielkie wrażenie. W czwartej, piątej czy szóstej klasie mogłem sam posterować czyjąś łódką, oczywiście przy pomocy starszych. (więcej…)

Aktywność to normalność

Rozmowa z Weroniką i Edwardem Budnymi

Mają państwo za sobą bardzo udane życie zawodowe: sukcesy zawodnicze i szkoleniowe. Czy emerytura to czas na odpoczynek?

Edward Budny: Od września do czerwca codziennie prowadzę treningi. Oprócz tego zarządzam, razem z prezesem, WKS Zakopane. Mamy też wnuki i związane z tym obowiązki. Poza tym kocham biegać i robię to od prawie 70 lat. Codziennie! (więcej…)

Biegaj tak, żeby sprawiało ci to przyjemność

Rozmowa z Jerzym Pietrzykiem

Wybrał pan sobie niezwykle trudną dyscyplinę lekkoatletyczną, bo bieg na 400 metrów, czyli taki dystans, do którego podchodzą tylko zawodnicy o szczególnie dobrych parametrach. Jak wyglądały początki pana kariery?

Zacząłem uprawiać sport dość wcześnie, bo biegałem już w wieku 14 lat. Ale też w miarę wcześnie skończyłem wyczynowe uprawianie sportu – miałem wtedy 27 lat. Ludzie się zastanawiali, dlaczego tak szybko kończę karierę, a nie zwracano uwagi właśnie na to, jak wcześnie zacząłem. W przypadku juniorów byłem rekordzistą w kraju w każdej kategorii wiekowej. Początkowo biegałem 110 metrów przez płotki, później ten dystans przedłużyłem i zacząłem biegać 400 metrów przez płotki – w tej dyscyplinie też byłem rekordzistą Polski, a w ’73 roku – także rekordzistą Europy juniorów. Niestety przydarzyła mi się kontuzja i dostałem zakaz uprawiania sportu. (więcej…)

O żadnej emeryturze nie marzę!

Rozmowa z Wiesławem Gawlikowskim

Jak to się stało, że kilkunastoletni chłopak z Krakowa postanowił strzelać do rzutków? Mógł pan przecież zacząć grać w piłkę albo w kosza.

Właśnie nie mogłem, choć wcześniej rzeczywiście uprawiałem dwie inne dyscypliny i nawet odnosiłem jakieś sukcesy jako dzieciak. Najpierw zajmowałem się narciarstwem alpejskim w Zakopanem.

Wcześnie nauczył się pan jeździć na nartach?

Tak, w wieku sześciu lat, ale doznałem kontuzji. Straciłem łękotkę, przeszedłem operację. Mając zaledwie 14 lat, musiałem porzucić jazdę na nartach. Poza tym i tak było to kłopotliwe, bo ojciec nie chciał się przeprowadzać do Zakopanego. Otrzymał pracę jako dyrektor w krakowskiej Hucie im. Lenina. Rodzice dostali tam mieszkanie i w efekcie skończyła się moja przygoda z nartami. (więcej…)

Jestem aktywnym oldbojem

Rozmowa z Janem Gmyrkiem

Jak dziś, gdy ma pan 66 lat, wygląda pańska codzienność?

Jeszcze do 1 stycznia byłem aktywny zawodowo. Pracowałem w firmie, która wykonywała wyposażenie do karetek Czerwonego Krzyża w Austrii. Mimo pracy ruch nie był mi obojętny, popołudnia lub wieczory poświęcałem na aktywność fizyczną. (więcej…)

Nadal czuję się dość młodo

Rozmowa z Andrzejem Zabawą

Kiedy zdecydował się pan poświęcić karierze sportowej?

Dość wcześnie i myślę, że to nie była przypadkowa decyzja. Pochodzę z Krynicy Górskiej, w rodzinie w hokeja grało dwóch braci mamy i jeden brat ojca. Tak więc od maleńkiego miałem kontakt z tym sportem. Młodszy brat mamy prowadzał mnie na lodowisko i nauczył jeździć na łyżwach w wieku zaledwie 5 lat. Później grałem w hokeja w grupach młodzieżowych, ale w pewnym momencie mama – bo to ona, a nie ojciec, była osobą decyzyjną w domu – doszła do wniosku, że to nic nie ma żadnej przyszłości i kazała skończyć z hokejem. Zapisała mnie na lekcje gry na akordeonie, żeby oderwać mnie od sportu. Udało jej się troszkę, bo przestałem grać, miałem zresztą zakaz wejścia na lodowisko. To były inne czasy. Miałem uczęszczać na zajęcia z muzyki, a nie na hokej. Zacząłem więc kombinować. Przekonałem mamę, by pozwoliła mi w wolnych chwilach chodzić na jazdę figurową. Zgodziła się i popełniła błąd. (więcej…)

Odpoczywam w biegu

Rozmowa z Edwardem Stawiarzem

Miał pan poczucie, że wraz ze skończeniem 75 lat coś się zmieniło w pańskim życiu?

Nie, zupełnie nie zwracałem na to uwagi, dlatego że cały czas staram się być aktywny. Na emeryturę przeszedłem w ’90 roku, choć mogłem zrobić to już parę lat wcześniej. Prowadziłem jednak grupę i trudno było ją porzucić, powiedzieć ludziom: „Wiecie, idę na emeryturę”. Poza tym byłem potrzebny w WKS Wawel. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że za parę lat zostanę prezesem klubu i będę musiał go ratować.

(więcej…)

Sportowe zaangażowanie zostało mi do dziś

Rozmowa z Haliną Wojno

Wśród pani znajomych przeważają osoby aktywne?

Obracam się przede wszystkim w gronie byłych olimpijczyków z moich okolic, czyli Dolnego Śląska. To osoby, które zazwyczaj w niedługim czasie po zakończeniu kariery wracają do aktywności. Najczęściej do swojej dyscypliny, a jeśli z jakichś względów nie mogą jej uprawiać, zabierają się za coś innego: bieganie, jazdę na rowerze, wycieczki piesze, wspinaczkę górską. Osobom, które całe swoje życie wiązały ze sportem, ciężko nagle usiąść w miejscu i zrezygnować z pasji.

(więcej…)

Uciekłem ze szpitala, zostałem mistrzem

Rozmowa z Lechosławem Rybarczykiem

Kiedy zainteresował się pan sportami motorowodnymi?

Trochę przez przypadek zainteresowałem się motorowodniactwem w ’83 roku, miałem wtedy 40 lat. Kolega poprosił mnie, bym pomógł mu naprawić silnik od łodzi. Zaproponowałem, że naprawię, jeśli pomoże mi położyć papę na dachu. On zajmował się dachem, ja naprawiałem silnik. Skutecznie, bo niedługo później kolega na zawodach zajął jedno z czołowych miejsc.

(więcej…)

Olimpijskie wspomnienia wracają

Rozmowa z Janem Balachowskim

Czym się pan zajmował po zakończeniu kariery?

Dyrektorowałem przez 25 lat, najpierw w szkole podstawowej, potem w Zespole Szkół Ogólnokształcących numer 17 w Krakowie. Od utworzenia gimnazjów do ostatniego roku byłem wicedyrektorem Gimnazjum numer 13 w Krakowie. Oprócz tego prowadziłem zajęcia z wychowania fizycznego i udzielałem się w uczniowskim międzyszkolnym klubie sportowym, który założyłem i którego byłem prezesem przez 20 lat. Teraz chwileczkę odpoczywam, bo to jednak było absorbujące zajęcie, wymagające pracy 7 dni w tygodniu.

(więcej…)

Sport jest całym moim życiem

Rozmowa z Adamem Adamczykiem

Czym jest dla pana judo po wielu latach treningów?

Sport jest dla mnie całym życiem. Uprawiałem go od najmłodszych lat, chociaż nie od razu zacząłem od judo – najpierw w Legii Warszawa trenowałem boks. Całą zawodową karierę spędziłem jednak w Gwardii Warszawa – najpierw jako zawodnik, potem jako trener. Byłem też trenerem za granicą. Kiedy już wróciłem do Polski i przestałem żyć ze sportu, judo nadal było obecne w moim życiu. Do chwili obecnej ten sport wypełnia mi większość czasu. Nie zajmuję się wprawdzie judo wyczynowym, ale odnalazłem się w judo dla dzieci.

(więcej…)

Nie potrafię siedzieć w domu

Rozmowa z Jadwigą Wilejto

Prowadzi pani treningi z młodymi zawodnikami. Czy dzieci garną się do łucznictwa?

Najpierw przychodzą z ciekawości, chcą poznać coś nowego. Zjawia się na przykład pięcioro dzieci, ale już po 2, maksymalnie 3 miesiącach zostaje tylko jedno. Reszta rezygnuje, bo zwykle dzieci mają mnóstwo innych zajęć pozalekcyjnych i przez to mało czasu – 6–10 różnych zajęć tygodniowo to przecież bardzo dużo! Ale ci, którzy złapią bakcyla, zostają na długo. (więcej…)

Czuję się juniorem młodszym

Rozmowa z Romanem Paszke

Co kieruje człowiekiem, który postanawia opłynąć Ziemię bez zawijania do portów?

To chyba kwestia ewolucji mentalnej. Coś w człowieku zmienia się z biegiem czasu, gdy uprawia daną dyscyplinę. Większość czasu żeglowałem wraz z załogami. Zmieniały się jachty, dystanse i pojawiały się coraz ambitniejsze cele.

Dawniej przepłynięcie Zatoki Gdańskiej wydawało się dużym wyczynem. Jako młodzieniec razem z dwójką kolegów opłynąłem na małej wiosłowej łódce Twierdzę Wisłoujście – fosą zewnętrzną. To był dystans zaledwie 1,5 kilometra, ale płynęliśmy nocą i miało to dla mnie wymiar symboliczny. Pierwsza pętla na wodzie została zamknięta.

Potem był pierwszy rejs po Bałtyku, który okazał się bardzo ciężki. Miałem 13, może 14 lat i mój młody organizm bardzo źle znosił warunki morskie.

(więcej…)

Nadawałem się tylko do boksu

Rozmowa z Hubertem Skrzypczakiem

Czy z perspektywy czasu swoje niecodzienne warunki fizyczne postrzega pan jako szczęście czy przekleństwo?

Trudno powiedzieć. Moja budowa nie za bardzo pasowała do boksu. Byłem niskim zawodnikiem, bardzo szczupłym i o niedużej wadze. Ale do innych dyscyplin w ogóle się nie nadawałem – właśnie ze względu na warunki fizyczne. (więcej…)

Wypatrzyłem Czesława Langa wcześniej niż córka

Rozmowa z Marianem Więckowskim

Co decyduje o sukcesie w kolarstwie?

Charakter. Nie można zważać na niepowodzenia, tylko być upartym i dążyć do celu. Nasi najlepsi kolarze byli uparciuchami, jechali do końca, bez względu na wynik. Charakter najsilniej daje o sobie znać w wyścigach, zwłaszcza w jeździe na czas. Gdy pierwszy raz zobaczyłem Czesława Langa – tam u niego, w Bytowie – jak jedzie i nie spada z rantu, to wiedziałem, że umie jeździć na rowerze. (więcej…)

Przez ruch nie zauważam upływu czasu

Rozmowa z Henrykiem Petrichem

Jak zaczęła się pańska przygoda z boksem?

To była dość śmieszna sprawa, bo zaczynałem od gry w piłkę nożną. W pobliskiej szkole podstawowej powstała szkółka bokserska Widzewa Łódź. Znajdowała się tuż za boiskiem szkolnym, chłopacy tam chodzili, więc też dołączyłem. Było nas sporo, nawet po 70–80 na sali – boks był wtedy popularny. Po jakimś czasie zaczęły się sparingi, niektórzy dostali po nosie i grupa się uszczupliła, zostało nas kilku. Potem przeszedłem do klubu Widzewa, gdzie zacząłem trenować już na poważnie. (więcej…)

Nigdy nie jest za późno

Rozmowa z Heleną Pilejczyk

Jaka jest pani recepta, żeby w wieku 84 lat pozostawać w tak fantastycznej formie?

Codziennie uprawiam gimnastykę i jeżdżę na rowerze, choć tylko na stacjonarnym, ponieważ w moim wieku boję się o zderzenie i ewentualny upadek. Teraz wiele osób jeździ na rowerach i choć są ścieżki rowerowe, to jednak piesi nie zawsze uważają i wchodzą na te ścieżki. A na stacjonarnym rowerze codziennie sobie chwilę pojeżdżę, przy okazji włączę program w telewizji. (więcej…)

Koledzy zazdrościli, że jestem jak Kmicic

Rozmowa z Bohdanem Andrzejewskim

Szermierka to dość oryginalna, może nawet elitarna dyscyplina sportu. Jak to się stało, że zaczął ją pan trenować?

Tak się złożyło, że mój brat uprawiał wcześniej szermierkę, więc sama dyscyplina nie była mi obca. Ale nie mogę powiedzieć, że od dziecka chciałem być szermierzem. Chciałem natomiast uprawiać jakiś sport – tylko że jak większość chłopców w latach pięćdziesiątych marzyłem o piłce nożnej albo kolarstwie. (więcej…)

Zatroszczmy się o starość

Rozmowa z Andrzejem Supronem

Powiedział pan w jednym z wywiadów, że starość w Polsce bywa niegodna i że trzeba się starać, żeby to zmienić. Co oznacza „niegodna starość” i jak możemy ją zmienić?

Mówiąc o niegodnej starości, miałem na myśli sytuację, w której człowiek nie jest w stanie sam sobie w różnych sytuacjach poradzić. Z niegodną starością mamy do czynienia wtedy, gdy zostaje ona pozbawiona pewnych elementów, które normalnie towarzyszą życiu człowieka, tak- że w starszym wieku. Chodzi mi o regularne spotkania z rówieśnikami, oddawanie się swoim pasjom i zainteresowaniom itp. Jeśli tego nie ma, a w zamian jedyne, co zajmuje starszego człowieka, to myśli o tym, kiedy go przestanie boleć, to jest to niegodna starość.

(więcej…)

 

 


Pobierz
PDF z książką


Pobierz
PDF z książką


Pobierz
PDF z książką

Pobierz
PDF z książką