Rozmowy ze sportowcami

Ponad trzy lata w powietrzu

Rozmowa z Januszem Centką

Niedawno minęło 50 lat od czasu, gdy zaczął pan latać na szybowcach.

Zacząłem w 1966 r. To, że zainteresowałem się szybownictwem, to w zasadzie przypadek. Nie stały za tym rodzinne tradycje, nie zajmowałem się też wcześniej modelarstwem. W pobliżu mojego domu nie było żadnego znaczącego lotniska – tylko zapasowe, używane latem przez Aeroklub Poznański. Widziałem startujące i lądujące szybowce, ale jakoś mnie nie ciągnęło, by przyjrzeć się im z bliska. To się zmieniło, gdy miałem 16 lat. Chodziłem do I Liceum Ogólnokształcącego im. Bolesława Chrobrego w Gnieźnie. Pewnego dnia w szkole zjawił się instruktor z Aeroklubu Poznańskiego i opowiedział nam o możliwości odbycia szkolenia w tej jednostce. To mnie zaciekawiło, ale konieczna była zgoda rodziców.

Pojawiła się przeszkoda?

Mama kategorycznie odmówiła. Co ciekawe, do dzisiaj jej stosunek do sprawy się nie zmienił! Ciągle powtarza: „Po co ci to?”. W końcu zgodę na udział w szkoleniu podpisał mój tata. Do dziś nie wiem, czy mama o tym wiedziała…

W każdym razie, gdy już miałem pozwolenie, zrobiłem badania i pojechałem na szkolenie podstawowe na lotnisku w Kobylnicy koło Poznania. Tak to się zaczęło. (więcej…)

Nie poddawać się – nawet gdy jest pod górkę!

Rozmowa z Mieczysławem Nowickim

Kilka miesięcy temu media obiegła wiadomość o strasznym wypadku Ryszarda Szurkowskiego, pańskiego kolegi z drużyny, która w 1976 r. zdobyła olimpijskie srebro. Jako pierwszy człowiek spoza rodziny dowiedział się pan o nieszczęściu i natychmiast zaczął pan organizować pomoc. Czy przyjaźnie zawarte w czasie sportowej kariery są czymś, co zostaje na zawsze?

Tak, one trwają. Z Ryszardem jesteśmy w stałym kontakcie, śledzimy postępy, które robi w rehabilitacji. Po wypadku osobiście zaangażowałem się w zorganizowanie jego transportu z Kolonii do kraju specjalnym samolotem. Dzięki Bogu i pomocy ludzi dobrej woli udało się to załatwić. Głęboko wierzymy, że determinacja i wola walki pozwolą Ryszardowi wrócić do sprawności. Że uda nam się jeszcze wsiąść na rower i razem pojechać… (więcej…)

Bez ruchu człowiek jest nie do życia

Rozmowa z Kazimierzem Kmiecikiem

Wychował się pan w domu sąsiadującym z boiskiem. To dlatego wybór padł na piłkę nożną?

Do szkoły miałem 150 m. Po drodze mijałem codziennie boisko. Gdy wracałem po skończonych lekcjach, zawsze szedłem troszkę pokopać. Zanim dotarłem do domu, mijało zazwyczaj kilka godzin. Zresztą nie tylko ja tak robiłem – wtedy wszyscy chłopcy po szkole lubili grać w piłkę, boisko było nieustannie zajęte. Rywalizowaliśmy między klasami, więc wiele razy mierzyliśmy się ze znacznie starszymi kolegami. W wieku 10 lat trafiłem do LKS Węgrzcanka. (więcej…)

Całe moje życie to sport

Rozmowa z Edwardem Czernikiem

Umówienie się z panem na wywiad nie jest łatwe. To dlatego, że wciąż jest pan bardzo aktywny?

Trochę brakuje mi czasu. Ciągle jestem społecznym trenerem grupy skoczków, którzy mają duże szanse na mistrzostwa Polski juniorów i juniorów młodszych. Poza tym ostatnio nieco zaniemogłem zdrowotnie, ale dochodzę już do siebie.

Ci, którzy pana znają, mówią: trener po przejściach.

Uważam, że za wcześnie się urodziłem. To, co teraz jest zapewniane sportowcom wyczynowym, dla ludzi z mojego pokolenia było niedostępne, dlatego zdrowie daje dziś o sobie znać. Trenowaliśmy w bardzo prymitywnych warunkach, a jednocześnie osiągaliśmy dobre wyniki, na światowym poziomie. W czasach Wunderteamu stadiony były zapełnione po brzegi, ludzie się cieszyli, dostarczaliśmy im radości i wzruszeń. (więcej…)

Polecam sport!

Rozmowa z Grzegorzem Jaroszewskim

Tor kolarski przy Żeromskiego w Żyrardowie odegrał dużą rolę w pańskiej karierze?

Miał bardzo duże znaczenie. Urodziłem się w Żyrardowie i tutaj uczyłem się w szkole podstawowej. Po lekcjach często chodziłem oglądać zawody na torze, choć wtedy nie sądziłem jeszcze, że zapiszę się do sekcji kolarskiej. Podziwianie kolarzy było tak inspirujące, że jesienią 1970 r. w końcu się zapisałem. Początkowo jeździłem tylko na torze, bo w klubie dostępne były wyłącznie rowery torowe. Można było je wypożyczyć, a w tamtym czasie niewielu mogło sobie pozwolić na zakup roweru we własnym zakresie. Po roku dostałem z klubu rower szosowy. Torowy nie nadaje się do jazdy po szosie, bo nie ma hamulców. (więcej…)