Rozmowy ze sportowcami

Sportowe wspomnienia są wciąż we mnie

Rozmowa z Aleksandrą Kaczyńską-Błoch

Jak zaczęła się pani przygoda z wioślarstwem?

Moja postura, fizjonomia i uwarunkowania genetyczne sprawiały, że zawsze byłam aktywna ruchowo. W szkole podstawowej wybierano mnie jako jedną z reprezentantek szkoły, niezależnie od dyscypliny – jeździłam nawet na łyżwach szybkich! Nie było dla mnie różnicy, w jakiej dyscyplinie mam brać udział. Bez względu więc na to, na jaką dyscyplinę ostatecznie bym się zdecydowała, i tak trenowałabym ją zawodowo. (więcej…)

Ubyło mi najwyżej 15 procent formy!

Rozmowa z Janem Brzeźnym

Niekiedy sportowcy po zakończeniu kariery zarzucają aktywność fizyczną. Ale jak widzę, pan mimo upływu lat ma świetną sylwetkę!

Dziękuję, po prostu cały czas jestem aktywny fizycznie. Dzisiaj po pracy, o szesnastej, wsiadłem na rower i rekreacyjnie przejechałem sobie 40 kilometrów. Jutro z kolei mamy rozpoczęcie sezonu kolarskiego i będę startował w kategorii VIP w wyścigu na 20 kilometrów. (więcej…)

Sport odmładza!

Rozmowa z Markiem Łbikiem

Czy sport jest nadal obecny w pana życiu?

Oczywiście, do dzisiaj pływam zawodowo na łodziach smoczych. Jeździmy na mistrzostwa świata, Europy, ścigamy się na łódkach. Jeśli tylko czas pozwala, startuję w zawodach seniorów i masters.

Musi pan przygotowywać się do nich kondycyjnie, tak jak dawniej?

Należę do pierwszej drużyny, więc muszę być przygotowany. Nikt przecież nie chce wozić zwłok w łodzi.

Wsiada pan jeszcze do kanadyjek?

Nie. Uważam, że kanadyjka nie nadaje się do rekreacji. Szkoda mi kręgosłupa. (więcej…)

Wszystkich namawiam do sportu

Rozmowa z Lechem Koziejowskim

Swoją karierę sportową rozpoczął pan nietypowo, bo w teatrze, a dokładnie w piwnicy teatralnej.

Zgadza się, w piwnicy teatru Komedia w Warszawie, na Żoliborzu. Mieściła się tam siedziba sekcji szermierczej RKS Marymont. Warunki były dość kiepskie, brakowało miejsca i jak za wysoko podniosło się floret, to klingą zamiatało się po suficie.

Jak doszło do tego, że trafił pan do tego klubu?

Miałem 12 lat i to był zupełny przypadek. Ojciec Marka Marczewskiego – mojego kolegi z ławy szkolnej – znał świętej pamięci majora Władysława Dobrowolskiego – fechmistrza, który był wtedy szefem klubu. To on namówił mnie do uprawiania szermierki. Większość mojej klasy chodziła do klubu, w pewnym momencie było nas ze 40 osób – jak na szermierkę to bardzo liczna grupa. (więcej…)

Gdy grali hymn, łzy same płynęły po policzkach

Rozmowa z Bogdanem Kramerem

Jeśli ktoś przychodzi na świat w Kiekrzu, tak jak pan, to znaczy, że musi zainteresować się żeglarstwem?

Kiekrz leży tuż nad Jeziorem Kierskim. Kluby żeglarskie powstawały tu jeszcze przed wojną, na przełomie lat 20. i 30. Od dziecka ciągnęło mnie do wody, tak jak dzieciaki w Nowym Targu ciągnie do jazdy na nartach. Początkowo pływałem z kolegami okazyjnie, na czymkolwiek, co pozwalało przemieszczać się po jeziorze.

Z łódek najbardziej interesowały mnie te regatowe. Jak przez mgłę pamiętam, że raz przepłynąłem się taką z ojcem. Zrobiło to na mnie wielkie wrażenie. W czwartej, piątej czy szóstej klasie mogłem sam posterować czyjąś łódką, oczywiście przy pomocy starszych. (więcej…)