Ciekawostki

Szykuję formę na bieg z okazji stulecia odzyskania niepodległości przez Polskę

Zmobilizowany wieloma pięknymi historiami odważnych seniorów, postanowiłem krótko napisać o sobie.

Urodziłem się w 1945 roku. Szczęśliwie dotrwałem do emerytury i dalej próbuję żyć aktywnie. Moją pasją, obok wielu innych, zawsze były wędrówki górskie. Mam też za sobą okres intensywnego biegania, w tym udział w maratonach (przebiegłem ich 19!). W dalszym ciągu jeżdżę i biegam na nartach w Karkonoszach i Górach Izerskich.  (więcej…)

Aktywni seniorzy z Kęt z misją charytatywną na Green Velo

Co roku latem, na przekór chorobom i biernemu starzeniu się, pokonujemy z żoną na rowerach kilometry, zwiedzając Polskę i poznając cudownych ludzi.

Ostatnio postanowiliśmy wyruszyć na wschód i przejechać oddaną do użytku w 2015 r. najdłuższą trasę rowerową w Polsce – Green Velo. Udana kampania reklamowa szlaku w telewizji i w Internecie skutecznie zachęciła nas do podjęcia tego wyzwania. (więcej…)

Sposób na dobre życie

Zawsze wykorzystywałam każdą nadarzającą się okazję, żeby gimnastykować ciało i umysł.

Niemal od urodzenia jestem bardzo ruchliwa. Już jako czterolatka przemierzałam sama pola i łąki. Jako sześciolatka zaczęłam zabierać ze sobą na te eskapady młodszego o dwa lata brata. Jako ośmiolatka podczas okupacji wędrowałam sama ponad 5 km na wieś po mleko i inne wiktuały, a także do lasu na grzyby i jagody. Lubiłam chodzić po drzewach, płotach i dachach, a także uwielbiałam tańczyć na zabawach organizowanych w letnie soboty przez pobliską fabrykę. Kiedy miałam dziesięć lat, nauczyłam się jeździć na rowerze, bo ojciec dostał pracę u Niemca, a wraz z nią służbowy rower.

Ciężkie warunki okupacyjne zmusiły mnie i moją matkę do zarabiania na jedzenie – robiłyśmy na drutach chustki na głowę i swetry oraz haftowałyśmy fartuchy. Nadal zawsze podczas pogaduszek robię na drutach, co jest zalecane przez reumatologów i wpływa na sprawność dłoni.

Po wojnie w gimnazjum i liceum byłam bardzo aktywną uczennicą. Dużo chodziłam, grałam w siatkówkę, pływałam i tańczyłam. Pochłaniałam ogromne ilości książek, których mi podczas okupacji bardzo brakowało.

W okresie studiów wyższych moja aktywność fizyczna jeszcze wzrosła, ponieważ zaczęłam dodatkowo uprawiać wspinaczkę, turystykę wysokogórską i narciarstwo, co wiązało się z ciężką suchą zaprawą. W Tatrach bywałam kilka razy w roku. Właściwie prawie całe moje dochody (ze stypendium, korepetycji czy prac zleconych) wydawałam na pobyty w górach i ekwipunek. Lubiłam czasem ryzykować: we Wrocławiu chodziłam po dachu i weszłam na wieżę zrujnowanego wówczas kościoła na Ostrowiu Tumskim.

Naturalnie dalsze moje życie po rozpoczęciu pracy zawodowej oraz po założeniu rodziny było równie aktywne pod każdym względem. Przestałam jedynie uprawiać wspinaczkę, ponieważ uznałam ją za zbyt niebezpieczną.

Zawsze to ja byłam rodzinnym organizatorem czasu wolnego. W niedziele i wolne soboty wędrowaliśmy, a gdy syn miał 5 lat, zaczęliśmy jeździć na rowerach po okolicy Brwinowa i Podkowy Leśnej. Zimą ćwiczyliśmy z synem podchodzenie i zjazdy na nartach na podkowiańskich górkach.

Gdy syn miał 2,5 roku, zjeżdżał już na nartach z małej skarpy przy torach kolejowych w Brwinowie. Miałam szczęście i zawsze udawało mi się przypadkiem, bez kolejek i łapówek kupić niezbędny sprzęt sportowy i ekwipunek – tak wówczas przecież trudno dostępne.

Uważam się za szczęściarę, bo los nie tylko wyposażył mnie w sprawność fizyczną i zdolności intelektualne, ale także w zdolności manualne. Należę do kobiet, które potrafią malować, układać płytki ceramiczne, tynkować, instalować urządzenia i ciąć drewno. Wciąż potrafię używać pilarki, szlifierki, wiertarki, a nawet piły tarczowej.

Los pozwolił mi także pracować zawodowo przez 46 lat. Przez cały ten czas mogłam wędrować po Karpatach i Alpach oraz jeździć na nartach. Sprawność zachowałam także na emeryturze.

Los dał mi nawet więcej. Mieszkając w Brwinowie w pobliżu Podkowy Leśnej mam blisko do lasu (na grzyby) i na górki, gdzie wciąż ćwiczę podchodzenia i skręty na nartach (o ile spadnie śnieg) przed wyjazdem na zimowe szusowanie w górach. Mieszkanie blisko od tych pagórków okazało się wielką zaletą w czasie stanu wojennego, bo dzięki temu nie straciliśmy z synem sezonu narciarskiego.

Teraz zaś dzięki dobrze zorganizowanemu brwinowskiemu Uniwersytetowi Każdego Wieku mogę uczestniczyć na miejscu w różnych imprezach kulturalnych i kursach, np. języka obcego czy informatyki, a także dbać o sprawność fizyczną, ćwicząc aerobik czy tańcząc tańce etniczne. Za wielki dar losu uważam możliwość uczestniczenia jako aktorka w pracach podkowiańskiego Teatru Ruchu przy Centrum Kultury i Inicjatyw Obywatelskich, realizującym specyficzne spektakle pod dachem i w plenerze.

Zawsze starałam się (i nadal staram) być dobrym człowiekiem, nie krzywdzić innych i nie obciążać sumienia kłamstwem (żeby mieć spokojny sen) i pomagać poszkodowanym przez los.

Podsumowując: szczęśliwe zbiegi okoliczności, bardzo duża aktywność fizyczna i umysłowa, pogoda ducha, przyjazny stosunek do ludzi (i nie tylko), odpowiednie odżywianie (unikanie przetworzonej żywności i potraw mięsnych) oraz minimalizm pozwoliły mi dotąd zachować sprawny umysł i ciało. Właśnie skończyłam 85 lat!

Filomena Grodzicka

Aktywny tryb życia gwarancją lepszego samopoczucia

Wagę znaczenia aktywności fizycznej i umysłowej dla dobrego samopoczucia rozumiałem od najmłodszych lat.

Już w latach szkolnych rozwijałem sprawność umysłową poprzez konkursy recytatorskie, udział w amatorskim zespole teatralnym i grę w szachy, sprawność fizyczną zaś – biegając, jeżdżąc na rowerze i uczestnicząc w rozgrywkach pingpongowych. Chętnie wracam myślami do tych lat, gdyż okres młodości był dla mnie niezwykle ważny i wiązał się z wieloma osobistymi sukcesami. (więcej…)

Moje życiowe pasje – rower i biegi

Od kilku lat mieszkam w Pyrzycach koło Szczecina. Jestem członkiem stowarzyszenia i tutejszego Uniwersytetu Trzeciego Wieku.

Moja przygoda ze sportem zaczęła się przypadkiem w sierpniu 2015 roku. Dla uczczenia sześćdziesiątych urodzin wystartowałem w wyścigu rowerowym MTB wokół jeziora Miedwie koło Stargardu Szczecińskiego na dystansie 58 km. Ukończyłem zawody z czasem 2 h 40 min, zajmując odległe miejsce. Byłem wykończony fizycznie, ale szczęśliwy, że dałem radę, dojechałem do mety i pokonałem własne słabości. (więcej…)