Czuję się młodszy i potrzebny

Los sprawił, że doznałem trzech udarów niedokrwiennych mózgu. Dążąc do złagodzenia utrudnień z powodu niedowładu połowiczego, wziąłem się w garść i przystąpiłem do działania.

Jak to się zaczęło?

W 2003 r., gdy doznałem trzeciego udaru, zmobilizowałem się do jeszcze większej aktywności usprawniającej. Dawniej jako uczeń i student uprawiałem biegi i inne dyscypliny ruchowe. Teraz, kiedy spotkały mnie problemy zdrowotne mocno ograniczające sprawność, powrócił ów bezcenny upór. Początkowo nie było łatwo, gdyż musiałem się nauczyć równowagi, chodzenia, ćwiczenia mowy. Opracowałem instrukcję chodzenia o kijkach, którą przekazuję osobom będącym w podobnej sytuacji, ale zamk-

niętym w czterech ścianach. Jestem tzw. skowronkiem, więc na trasę ruszam wczesnym rankiem, gdy inni jeszcze smacznie śpią. Od wiosny do późnej jesieni w pogodne dni idę na pobliskie boisko lub do urokliwego parku. Krocząc, uważnie podziwiam przyrodę i otoczenie, a w pamięci gromadzę fakty, które wykorzystuję do pisania aforyzmów, limeryków, wierszyków i innych okazjonalnych treści. Chód trwa co najmniej godzinę dziennie – aż do lekkiego zmęczenia. Każdego dnia jadę też rowerem 2–3 godziny po 15 minut z przerwami na odpoczynek i inne niezbędne czynności.

Bezcenne kontakty i rozmowy

Bez kontaktu z innymi świat wydaje się mały, a u osób siedzących w domu umysł podąża w złym kierunku, co nie służy zdrowiu. Dlatego też sporo czasu poświęcam na rozmowy w różnych nadarzających się sytuacjach.

Od czasu przejścia na emeryturę i z potrzeby specjalistycznej rehabilitacji bywałem na wielu turnusach. Spotykałem tam ludzi ciężko dotkniętych przez los, a przy tym zamkniętych w sobie. Kontakt początkowo był trudny, ale szukałem metody na dotarcie do nich i nawiązanie rozmowy. Pytałem, dlaczego tak się zachowują, a odpowiedź była najczęściej prosta – mówili, że są lekceważeni, poniżani, wyśmiewani. Jako że byłem jednym z nich, zachęcałem, aby dla swojego dobra próbowali się wyrwać z kręgu niemocy. Podawałem przykłady ze swojego życia, które pozwoliły mi na lepsze podejście do sytuacji i w końcu pomogły. Z niektórymi osobami utrzymuję kontakty i przesyłam im pisane treści.

Druga grupa, z którą od lat mam żywy kontakt, to dzieci przedszkolne. Za zgodą dyrekcji regularnie chodzę na pogawędki. Na każde spotkanie dostarczam tematyczne wiersze dla moich miłych słuchaczy. Wielu z nich to już dorosłe osoby, a gdy się spotykamy, wspominają owe czasy i mówią, że trzymają wiersze dla swoich pociech. Korzyść z tych spotkań jest obustronna, bo dzieci dowiadują się o przyrodzie i koniecznym do niej szacunku dla ogólnego dobra, a ja przy tej okazji czuję się młodszy i potrzebny.

Zygmunt Szadyko, Grębocice