Sport odmładza!

Rozmowa z Markiem Łbikiem

Czy sport jest nadal obecny w pana życiu?

Oczywiście, do dzisiaj pływam zawodowo na łodziach smoczych. Jeździmy na mistrzostwa świata, Europy, ścigamy się na łódkach. Jeśli tylko czas pozwala, startuję w zawodach seniorów i masters.

Musi pan przygotowywać się do nich kondycyjnie, tak jak dawniej?

Należę do pierwszej drużyny, więc muszę być przygotowany. Nikt przecież nie chce wozić zwłok w łodzi.

Wsiada pan jeszcze do kanadyjek?

Nie. Uważam, że kanadyjka nie nadaje się do rekreacji. Szkoda mi kręgosłupa. (więcej…)

Recepta na dobrą starość

Rozmowa z prof. Barbarą Bień

Jak z wieloletniej perspektywy zajmowania się osobami starszymi ocenia pani kondycję polskich seniorów? Czy dziś osoby starsze bardziej dbają o siebie niż 20–25 lat temu?

To trudne pytanie. Przede wszystkim widzę po swoich pacjentach, że co roku przychodzą do mnie osoby coraz starsze, a więc starzeje się populacja seniorów. Jeszcze kilka dekad temu ci najbardziej schorowani umierali, nie dożywali późnych lat. Postęp medycyny i nowoczesne technologie, jak stentowanie, koronarografie, protezowanie z miniaturyzacją zabiegów i skrócenie czasu ich trwania, powodują, że lekarze podejmują się coraz większych wyzwań u coraz starszych osób – choć nie zawsze prowadzi to do poprawy kondycji tych najstarszych seniorów, ponieważ ich rezerwy narządowe często są już znikome, a dostępność rehabilitacji w tej grupie wiekowej jest mniejsza. (więcej…)

Wszystkich namawiam do sportu

Rozmowa z Lechem Koziejowskim

Swoją karierę sportową rozpoczął pan nietypowo, bo w teatrze, a dokładnie w piwnicy teatralnej.

Zgadza się, w piwnicy teatru Komedia w Warszawie, na Żoliborzu. Mieściła się tam siedziba sekcji szermierczej RKS Marymont. Warunki były dość kiepskie, brakowało miejsca i jak za wysoko podniosło się floret, to klingą zamiatało się po suficie.

Jak doszło do tego, że trafił pan do tego klubu?

Miałem 12 lat i to był zupełny przypadek. Ojciec Marka Marczewskiego – mojego kolegi z ławy szkolnej – znał świętej pamięci majora Władysława Dobrowolskiego – fechmistrza, który był wtedy szefem klubu. To on namówił mnie do uprawiania szermierki. Większość mojej klasy chodziła do klubu, w pewnym momencie było nas ze 40 osób – jak na szermierkę to bardzo liczna grupa. (więcej…)


Pobierz
PDF z książką


Pobierz
PDF z książką

Pobierz
PDF z książką